Jeszcze niedawno pisaliśmy o tym, że kury bażantów zniknęły z pól i pozostały widoczne tylko koguty i to nie dlatego, że są bardziej kolorowe od samic. Jak wówczas tłumaczyliśmy, wynika to z faktu, że bażanty i kuropatwy na przełomie kwietnia i maja rozpoczyna się okres wysiadywania jaj. W przededniu rozpoczęcia sianokosów kury bażancie zasiadają na gniazdach, do których przez praktycznie cały kwiecień znosiły jaja. W trzeciej dekadzie maja powinniśmy się więc spodziewać na polach widoku małych bażancików wodzonych samice.
Niestety nie każdej samicy uda się doczekać takiego momentu. Jak pisaliśmy już w artykule o dzikich bażantach samice bażanta zakładają gniazda na ziemi, starannie ukrywając je w krzakach lub pośród traw. Miejsce na gniazdo ukryte gdzieś pośród krzaków lub dzikich zarośli jest dość skuteczne i pozwala samicy bażanta doczekać lęgu piskląt bez większych strat. Natomiast gniazda założone na czynnej łące pośród bujnych traw często jest niszczone przez maszyny rolnicze podczas prac związanych z koszeniem, suszeniem i zbiorem siana. Tak się bowiem niefortunnie składa, że maj to okres pierwszych, najbardziej obfitych sianokosów, które zależnie od pogody rozpoczynają się z reguły w pierwszej połowie maja. Nawet jeśli maszyna nie zniszczy jaj znajdujących się w gnieździe to i tak do gniazda odkrytego na skoszonej łące samica na pewno już nie powróci. Jest to duży problem, gdyż powoduje to spore straty w lęgach bażantów i kuropatw.
Kiedyś gdy mechanizacja rolnictwa nabierała dopiero rozpędu, łąki koszone były kosami ręcznymi. Czujne oko rolnika, kosiarza nie pozwalało wówczas, aby prowadzona przez niego kosa zniszczyła czy choćby zaszkodziła jakiemukolwiek gniazdu. Sam pamiętam, gdy będąc małym chłopcem jechałem z wujkiem na sianokosy na łąki przy rzece Prosna. Dziwiłem się czemu wujek pozostawił na środku łąki kępę niewykoszonej trawy. Okazało się, że w tej kępie znajdowało się gniazdo kuropatwy.
Nie ulega wątpliwości, że takie działania jak opisane powyżej podczas sianokosów w dużej mierze determinowane były przez podejście człowieka do przyrody. Dziś przecież też można zaobserwować rolników, którzy zwracają uwagę na takie szczegóły. Nie są obojętni względem tego co dobrego dzieje się na ich łąkach. Każdy bowiem podświadomie zdaje sobie sprawę z tego, że im większa bioróżnorodność na polu lub łące tym większa wartość produkowanej tam paszy dla zwierząt.
Od dawna wiadomo, że koszenie traw jest zjawiskiem pożądanym w przyrodzie podobnie jak wypas bydła na pastwiskach. Natura doskonale "zaadaptowała" takie zjawisko na swoje potrzeby. Dlatego na łąkach wytwarza się inny biotop. Jakże inny od obszarów, gdzie koszenia traw zaniechano już jakiś czas temu. Można zaobserwować, że np. na terenach gdzie zaniechano zbierania pokosu następująca sukcesja stopniowo wypiera gatunki charakterystyczne dla terenów łąkowych czy obszarów podmokłych. Dlatego właśnie na obszarach niektórych Parków Narodowych prowadzi się starania mające na celu przywrócenie zbawiennej praktyki koszenia traw, a nawet zbierania pokosu.
Natura uodporniła się w pewnym sensie na, nazwijmy to, skutki uboczne działalności człowieka w środowisku naturalnym. Otóż w takiej sytuacji gdy kura bażanta straci gniazdo, na przykład właśnie podczas sianokosów, natychmiast zaczyna szukać nowego miejsca, gdzie mogłaby założyć tzw. drugie gniazdo. Od razu też pojawia się w jej okolicy osamotniony do tej pory samiec bażanta, kogut który szybko potrafi zwietrzyć szanse na przekazanie swoich genów. Takie zachowanie zwiększa odporność gatunków na zmieniające się czynniki środowiskowe a w konsekwencji pozwoli gatunkowi przetrwać.
Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie sytuacja, której miałem okazję ostatnio się przyjrzeć. Otóż widziałem jak na niewielkiej łączce rolnik skosił łąkę. Podczas tego koszenia widziałem, jak z trawy wybiegły 2 kury bażanta. Spodziewałem się , że mogły mieć gniazda w tej trawie, ale dla tych nie było już ratunku. Łąka została skoszona, a niedługo po tym jak ciągnik odjechał bażancice wróciły na łąkę. Ich gniazd już nie było. Szybko natomiast, pojawił się pięknie upierzony bażant, samiec który od tej pory nie odstępował obu kur na krok. Dumnie paradował przy nich prężąc swoją kolorową pierś. To bardzo ładny widok, który napawa optymizmem, że pomimo trudności jak co roku lęgi bażantów się odbędą.
Warto przyjrzeć się jaki efekt w środowisku daje jedna skoszona łąka. Przypomina się star porzekadło, że w przyrodzie nic nie ginie. Zniszczone odsłonięte gniazda, drobne gryzonie które do tej pory żyły na dnie kwiecistej łąki stanowią doskonały pokarm dla wszelkiej maści drapieżników. Na taką skoszoną łąkę szybko zajrzy bocian, przeleci nad nią jastrząb, a na pewno przyjdzie lisek, w poszukiwaniu łatwego łupu. Tak to właśnie jest w przyrodzie urządzone. Gdzie jedne gatunki coś tracą, drugie natychmiast zyskują.
w przyrodzie nic nie ginie
Nie każdy sobie zdaję sprawę, że bażant i kuropatwa to dwa różne gatunki ptaków, które od setek lat żyją i koegzystują pośród polskich...